Znów urodziny zastaną mnie w pociągu do Kijowa. Jedną czwartą zeszłego roku spędziłem w tym mieście i wciąż nie wiem, czego się po nim spodziewać. Wiem natomiast, czego oczekiwać od siebie i od innych, i choć idę już na trzydziestkę, to czuję niebywały wewnętrzny spokój, którego mi brakowało przez ostatnie lata. Nie targają już mną sprzeczne emocje, a moje zachowanie zbliża mnie już do cywilizowanego człowieka, być może skończyłem okres dojrzewania, kto wie.
M. dba o mnie, choć jeszcze częściej trzeba dbać o niego. Po niecałych czterech miesiącach razem wciąż jest rewelacyjnie i błogo, przegadane noce (chociaż w nocy dzieje się również wiele innych rzeczy) nadal dostarczają poztywnych emocji, a papierosy w łóżku nadal smakują tak samo.
Z okazji nadciągającego jak wojsko tatarskie ćwierćwiecza postanowiłem złamać dwie ustawy, na pięćdziesiąte urodziny zostanie mi już tylko sprzeniewierzenie konstytucji.
Widzimy się za rok.
znów urodziny. wczoraj zapite, dziś przerzygane, jutra i tak nie będzie, jak głosi wieniec przy kwiatku.
od ostatnich urodzin zmieniło się niemal wszystko, co jest przecież oczywistością, jednak niekoniecznie chcę ją sobie wciąż na nowo uświadamiać.
i przy okazji, tekst mijającego roku:
"ze względu na nasze wspólne bezpieczeństwo rozłożę ci w salonie sofę"
kurtyna
poniekąd ta taka nowa świecka tradycja, że odzywam się tu tylko w oklicach urodzin.
wczoraj.
zostałem pełnowartościową i pełnoziarnistą starą dupą drugiej kategorii i z tejże okazji zafundowano mi nocną przejażdżkę w bagażniku przy płycie n/o.
i tyle, se myślę.
bo wypadałoby zrobić jakieś podsumowanie, wszak urodziny pod koniec roku zobowiązują, ale, ale...
wspomnienia? postanowienia? plany?
książkę zacząłem pisać. po dwóch dniach skończyłem i bynajmniej nie jest ona ukończona.
i w romans omal się nie wdałem. nie jakiś szczególnie burzliwy.
i pó wyjechała.
i jeszcze wytrzymałem kolejny rok na studiach.
i dostałem chrestomatię staropolską do poduszki i jasieńskiego do uwielbiania.
i piłem gin w berlinie.
i ktoś mnie bardzo kocha, że tak powiem, od trzech lat, jak nie dłużej.
fajniejest.
jestem od siebie mądrzejszy o rok. niesamowite uczucie. polecam każdemu.
nie zdążyłem w dniu urodzin.
[kto by pomyślał, że mnie tu rok nie było]
miałem pisać o kosmicznej mściwości, ale zapomniałem, co ona mi takiego złego wyrządziła była poza zesłaniem mąk i katusz na zajęciach z, za przeproszeniem, wstępu do językoznawstwa ogólnego, a tu proszę bardzo - tym razem są to dreszcze, zapadanie w niebyt świadomości po nocach, gorączki, majaki i łamanie w kościach w przeddzień urodzin [jakby nie liczyć to już dziś]. i na koniec stwierdzam, że to strasznie nieznośne i niesprawiedliwe, bo ja, kurwa, ja chodzę w kilku warstwach swetrów, płaszczy i kożuchów i podupadam na zdrowiu, a takie plastikowe lachociary, które kurteczki mają ledwie do ostatniego żebra, spodnie dopiero od bioder, czują się świetnie i mogą paradować na mrozie.
mieć tylko nadzieję, że kosmiczna mściwość za pięć lat siądzie im na płodności.
tyle. poza tym jest fajnie, tylko muszę napisać interpretację tuwimowską i zaliczyć po raz trzeci to samo kolokwium. o. i napisać pracę o oświeceniowej krytyce ustroju w polskiej publicystyce. f a j n i e.
[a notkę tę, po paru miesiącach, dedykuję Marcie Czemarmazowiczównie, bo tylko ona tak dumnie i pięknie potrafi chwycić mię pod ramię i kroczyć przez kampus główny uw.]
no to elo.
Serio chcesz wiedzieć, czego chcę?
Uciec tak daleko, żeby mnie nikt nie znalazł. I nie zadawał uwłaczających mojej godności pytań.
I będzie tam dużo ciszy, spokoju, najlepiej bez ludzi. Żadnych.
Mam ochotę zniknąć, dać porwać się przez tłum, zapodziać się gdzieś między zdarzeniami, najchętniej na zawsze, by już nie widzieć i nie wiedzieć. Znowu jest wszystko odwrotnie, miało być zupełnie inaczej, wyszło - jak zwykle.
Przy brzegu przymocowany stoi statek, jego pasażerami są przeurocze panie po czterdziestce, ich również niemłodzi partnerzy, przewracające się kufle piwa i grupa prawników w czarnych garniturach, na których osiadają kropelki brudnej wody niesione przez wiatr od strony Pragi.
W tle radosna muzyka, na pierwszym planie nietęgie miny.